ROZWÓD BEZ SĄDU?
Rozwód bez sądu? Brzmi nieprawdopodobnie?
A jednak!
Kto miał kiedykolwiek cokolwiek wspólnego z sądami, ten wie, że nawet pozornie najprostsza sprawa potrafi się ciągnąć tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Sądy, szczególnie te w dużych miastach, są przeładowane, a terminy, które są wyznaczane na poszczególne sprawy, pozwalają wszystkim zainteresowanym zapomnieć, o co w ogóle pierwotnie chodziło.
Z tego też powodu Ministerstwo Sprawiedliwości wpadło na pomysł, aby znaleźć jakieś rozwiązanie na choć częściowe odciążenie sądów i wprowadzenie możliwości wzięcia szybkiego rozwodu u notariusza.
Warunki miałyby być spełnione łącznie dwa:
1. małżonkowie nie chcą orzekania o winie – rozwód odbywa się za porozumieniem stron,
2. małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci, a więc nie ma potrzeby orzekania o opiece nad nimi.
W efekcie miałaby być przed notariuszem sporządzana swego rodzaju umowa rozwodowa – trochę jak umowa małżeńska majątkowa (intercyza), tylko w drugą stronę.
Pomysł jest pewnego rodzaju analogią do rozwiązania, które zostało wprowadzone w 2009 roku. Wtedy stało się możliwe uzyskanie przed notariuszem aktu poświadczenia dziedziczenia. Dzięki temu, w sprawach bezspornych, kwestię nabycia spadku możemy dziś załatwić właściwie „od ręki” w dowolnej kancelarii notarialnej.
I tak też miałyby działać nowe rozwody.
Pomysł spotkał się oczywiście ze sporymi kontrowersjami w środowisku prawniczym. Z jednej strony oceniany jest pozytywnie, jako mogący rzeczywiście znacząco odciążyć sądy. Z drugiej pozostaje wiele znaków zapytania, które rozwieje dopiero konkretny projekt przygotowany przez Ministerstwo.
Osobiście jestem bardzo ciekawa, jakie będą dalsze losy tego pomysłu.